Menu

Chemigranci

Chemik z rodziną na wygnaniu

Gulerod

chemigranci

Dzień dobry, dzisiaj pisze wspomniana wcześniej żona chemika, która chciałaby poinformować, że w menu dostępnym na górze bloga po lewej stronie, można znaleźć link do Oposarium, gdzie zapisujemy (jak nam się akurat przypomni) ciekawe wypowiedzi Oposa. Tymczasem wracając do tematu... 

P1010574_cr

...zastanawiałam się długo, jaką strategię blogową przyjąć. I w końcu natchnienie przyszło samo, a właściwie zostało wrzucone z impetem do małego wózka w sklepie, a ja odkryłam je dopiero następnego dnia.
Najpierw dygresja na temat małego wózka: w niektórych supermarketach duńskich oprócz standardowych wózków i koszyków są również miniaturowe wózki przeznaczone do pchania przez dzieci. Posiadają one dodatkowo plastikową flagę na solidnej metalowej rurze z uchwytem na poziomie osoby dorosłej. Dzięki temu przynajmniej teoretycznie młody kupujący może być sterowany przez opiekuna. W praktyce wygląda to różnie... W każdym razie nasze dziecko wchodząc do sklepu domaga się małego wózka, a następnie z wielkim zapałem próbuje zapakować do niego wszystko, co znajdzie w zasięgu ręki i uzna za interesujące, tłumacząc przy tym, że przecież tego nie mamy. W takich okolicznościach, jeśli dziecko wrzuca do wózka chleb, który nie jest nadmuchanym chlebem tostowym oraz nie kosztuje trzy razy więcej niż wszystkie inne rodzaje pieczywa w okolicy, to matce pozostaje jedynie się ucieszyć i ruszyć dalej za małym konsumentem, zanim tenże wjedzie z impetem w kogoś lub coś.
Następnego dnia matka ze zdziwieniem może odkryć w świeżo napoczętym chlebie dziwne małe pomarańczowe wiórki. I tak właśnie się stało. Popatrzyłam sobie na optymistycznie upstrzoną kromkę, stwierdziłam, że kolor wygląda na umieszczony tam celowo, oraz przyjrzałam się opakowaniu, które jak gdyby nigdy nic miało nadrukowane piękne marchewki. Przestudiowanie składu produktu wykazało obecność marchewki i rozwiało wszelakie wątpliwości.
Przy następnej wizycie w sklepie, przyjrzawszy się wnikliwie, odnalazłam jeszcze ciemny chleb żytni z marchewką. Następnie przy okazji poszukiwania przepisów duńskich natknęłam się na przepis jak upiec bułki z tartą marchewką.
Marchewka w pieczywie - dobra rzecz. Ale to nie koniec, bo opuściwszy upalną ojczyznę zaczęłam marznąć w temperaurze poniżej 20 stopni, co spowodowało, że zapas herbaty owocowej wyczerpał mi się w kosmicznym tempie. Pierwsza próba zakupienia czegoś podobnego w biegu za Oposem próbującym taranować małym wózkiem (chciałoby się powiedzieć: małym czołgiem) regał z winami zakończyła się nabyciem pięknie opakowanych torebeczek aromatyzowanej na owocowo czarnej herbaty. Wszystko świetnie, poszukiwania zostały ponowione. Znalazłam. Herbatkę owocową dla dzieci. W pięknym kartoniku z pieskami i kóliczkami trzymającymi w łapkach marchewki... gdyż albowiem, herbatka jest jabłkowo-marchewkowa. Zawiera przede wszystkim suszone jabłko i marchewkę.
Po tym wstępie zaczełam szukać informacji na temat marchewek w kuchni duńskiej. I znalazłam interesujący tekst (po angielsku), bardziej może o kulturze niż kuchni, który opisuje między innymi to, czego się spodziewałam: marchewka jest dobra na wszystko! 
Nie widziałam wprawdzie obranych marchewek wystających ludziom z kieszeni, ale nie byłabym zdziwiona. Nie byłam zaskoczona ani trochę zobaczywszy ludzi z 2 kilową paczką marchewek z supermarketu, którzy przyszli nakarmić konie na pastwisku...
To umiłowanie marchewek ma swoje zalety. Na przykład takie, że kupienie marchewek fioletowych i żółtych jest często możliwe w pierwszym lepszym większym supermarkecie, a nie tylko na jakimś hipsterskim eko-targu w dalekiej "stolycy".
Taki miły akcent na początek :-)

PS Gulerod

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • Gość: [Jacek] *.dip0.t-ipconnect.de

    Jesli nie macie alergii na marchewki moze sprobujcie na slodko: gedankenpolaroid.failadiel.de/blog/?p=2457
    :-)

  • Gość: [eli] *.static.chello.pl

    Takie głupie pytanie mam: czy czasem Duńczycy nie są pomarańczowi na twarzy?
    U nich marchewka jest panaceum na wszystkie bolączki, cudownym lekiem nawet na warunki szkodliwe dla zdrowia w pracy, jak u nas swego PRLowkiego czasu (w moim byłym lab. do dziś) MLEKO :)

© Chemigranci
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci